Witam Was
Dziś tak na szybko, w zasadzie post którego miało nie być. Jak w tytule widać dotyczyć będzie 7 lekcji szycia prowadzonej przez Renię.
Za zadanie miałyśmy uczyć się szyć dzianinę, a do uszycia były czapki, kominy lub otulacze. Niestety u mnie nie było zapotrzebowania na takie uszytki. Moje dorosłe dzieci mają swoją wizję nakrycia głowy, wnuków się jeszcze nie dorobiłam, a w mojej szafie jest całe mnóstwo szalików, kominów otulaczy i czapek. Więc odpuściłam sobie tą lekcję.
Ale maszynę i tak musiałam wytargać, a Renia zgodziła się na dorzucenie moich "uszytków" do 7 lekcji.
W zasadzie to sobie utrwaliłam lekcję 1 + 6 = 7 :-) czyli wszywanie zamków i szycie ściegiem francuskim.
A to wszystko za sprawą mojej córki, która pracuje w przedszkolu. A przedszkole zgłosiło swój udział w 18 edycji " Góra grosza" Zgodnie z zasadami tej zbiórki, grosiki należy wysłać do organizatorów w materiałowych torbach. No i chciał nie chciał, mamusia musiała te woreczki uszyć.
Tyle tytułem nieco przydługiego wstępu. Poniżej już efekt mojego szycia .
Jak to ja mówię szału nie ma ale woreczki są.
Woreczki są dość spore mają wymiar 17 x 27 cm.
Do każdego musi się zmieścić ok 10 kg grosików.
Wbrew pozorom te grosiki są bardzo ciężkie.
W słoiczku 250 ml mieści się ich ok 2 kg
I na dziś tyle.
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i życzę słonecznej niedzieli.

