Witam Was
Tak się zastanawiałam czy w ogóle pisać ten post, ale gdybym go nie napisała miałabym chyba moralnego kaca. A sprawa dotyczy finału kalendarza adwentowego. Wszystkie zasady zabawy znajdziecie u Spłocika TU
W zeszłym roku robiłam ostateczną wersję na bieżąco i z pokazaniem finału nie miałam problemu. Ale jak pamiętacie robiłam wtedy pudełeczka, których wadą było to że haft musiał być mały żeby się na nich zmieścił. Moja wersja ostateczna dla przypomnienia wyglądała TAK
W tym roku postanowiłam się nie ograniczać wielkością haftu, ale bez przesady nie wyszywałam jakiś kolosów.
Poza tym wnuków się jeszcze nie dochowałam a u mnie w domu nigdy nie było tradycji kalendarzy adwentowych, więc generalnie motywacji do jego skończenia nie miałam.
A postanowiłam z moich haftów uszyć woreczki, co by do nich sporo wlazło. Gdybym to robiła sukcesywnie pewnie bym to jakoś ogarnęła, ale uszyć 24 woreczki na koniec listopada przekroczyło moje maszynowe umiejętności.
No cóż pokazuję wobec tego, to co udało mi się uszyć. Jest tych woreczków raptem 11 sztuk i więcej nie będzie. Z pozostałych haftów powstaną pewnie kartki świąteczne. No trudno, nic na siłę.
Numerki mi pewnie zostaną a więc jak będzie taka potrzeba to się skończy kalendarz, tym bardziej, że mam docięte 24 sztuki woreczków i 24 podkładki pod nie. Ale nic na siłę, nie będę wstrzymywać podsumowania Splocika, tym bardziej że straciłam motywację do szycia. Pokazuję to co powstało do dzisiaj. A w ostatecznej wersji miały być zawiązane i ułożone w choinkę
Co by było śmieszne kupiłam odpowiednią liczbę kart żeby wsadzić do każdego woreczka jakieś zadanie, też mi zostaną na zaś. Karty są dwustronne Tu Wam pokazałam obie strony. Są fajnie wydane na papierze kredowym.
Dziękuję Splociku za doskonałą zabawę i jej prowadzenie, to było bardzo przyjemne haftowanie przez cały rok.
Pozdrawiam Was serdecznie


















